Kantor internetowy »   Newsy »   Monety ze skazami – poznaj wartość cennych błędów  

Monety ze skazami – poznaj wartość cennych błędów

 
| 19.11.2018 08:20

Błędy mogą dużo kosztować – ta zasada obowiązuje również w świecie numizmatyki. W teorii monety wybite spod tej samej pary stempli powinny wyglądać identycznie. W praktyce jednak mogą znacznie różnić się wyglądem od innych wychodzących z mennicy. Pojawiają się też monety z błędami niczym ze szkolnych zeszytów, takimi jak literówki czy pomylone daty. Te rzadkie skazy bardzo cenią sobie kolekcjonerzy.

„Odwrócona Jenny” to najsłynniejszy i niezwykle rzadki amerykański znaczek pocztowy, który został wydrukowany do góry nogami. W 2007 roku jeden z egzemplarzy sprzedano za blisko milion dolarów. W świecie numizmatyki tyle, a nawet więcej, płaci się za monety ze skazami.

Jednodolarówka sprzedana za miliony

The King of American Coins – taki przydomek nie jest nadawany przypadkowym monetom. Zasłużył na niego srebrny dolar z 1804 roku. I w tym właśnie tkwi szkopuł – w rzeczywistości moneta została wybita co najmniej 30 lat później. Koszt produkcji nowych stempli był w XIX wieku bardzo wysoki, więc korzystano z dotychczasowych aż do ich całkowitego zużycia. W latach 1834–1835 wybito za ich pośrednictwem niewielką liczbę egzemplarzy monet z przeznaczeniem do tzw. Presentation Proof Sets, czyli dla zagranicznych urzędników i dygnitarzy. Limitowana liczba numizmatów i ich specyficzny obieg zwiększyły zainteresowanie kolekcjonerów. Filadelfijska mennica wyprodukowała kolejne monety w latach 50. i 70. XIX wieku. Egzemplarze te są znane jako Class II oraz Class III. Srebrny dolar oferowany na aukcji Heritage (Class I) uzyskał 9 sierpnia 2013 roku cenę blisko 4 milionów dolarów! To rekord w świecie numizmatów z błędami.

Czy znasz historię postaci, które widnieją na amerykańskich banknotach? Czytaj więcej»

Kosztowne błędy w świecie numizmatyki

Kolekcjonerzy potrafią wydać duże sumy na wyjątkowe monety ze skazami. Są też tacy, którzy za błędy mennicze muszą zapłacić swoją posadą. W 2010 roku menedżer chilijskiej mennicy Gregorio Iniguez został zwolniony, gdy wyszło na jaw, że na tysiącach monet o wartości 50 peso widnieje napis „Chiie” zamiast „Chile”. Mieszkańcy kraju zaczęli gromadzić wadliwe egzemplarze, licząc na przyszły wzrost ich wartości na rynku numizmatycznym. Mennica ujawniła wtedy, że nie zamierza wycofywać tych monet z obiegu, więc ich wartość znacznie nie wzrosła. Na aukcjach można je kupić w cenie kilku dolarów. Na rynku aukcyjnym można jednak natrafić na monety, które przez niespotykane błędy stają się numizmatycznymi białymi krukami.

Destrukty made in Poland

Najwyższe ceny osiągają zazwyczaj monety najważniejszych walut świata oraz o największym znaczeniu historycznym. Ceny polskich okazów im nie dorównują, ale porównanie wartości nominalnej z osiąganą na numizmatycznym rynku może robić wrażenie.

Niektóre destrukty są warte nawet tysiące złotych, zazwyczaj jednak spotyka się monety wyceniane na kilkaset złotych. Dużą popularnością cieszą się numizmaty z czasów PRL.

50 groszy warte kilkaset złotych?

Dziesięciozłotowa moneta z 1987 roku wybita w aluminium na tunezyjskiej monecie 5 millimów została sprzedana w 2003 roku za 286 złotych. Pół tysiąca złotych to z kolei cena, jaką trzeba było zapłacić za monetę o nominale 50 groszy z 1923 roku. Co było w niej wyjątkowego? Zamiast awersu miała negatyw rewersu.
Cenne bywają też przesunięcia wybicia – jednozłotowa moneta z 1978 roku z była z tego powodu warta 880 złotych. O 100 złotych więcej trzeba było zapłacić za numizmat o nominale 20 złotych z 1979 roku. Został on przypadkowo wybity na wykrojonym krążku (przypominał słońce podczas częściowego zaćmienia).

Tysiące za błędy

Niektóre błędy z polskich mennic są warte jeszcze więcej. Destrukt monety o nominale 20 groszy z 1949 roku został wylicytowany za 1200 złotych. Moneta miała większą średnicę od wzorcowej, a kształtem przypominała… półmisek.

W 1923 roku pięciogroszówka wybita przez przypadek na krążku dwugroszówki okazała się warta znacznie więcej od nominalnej wartości. Cena wywoławcza na aukcji numizmatycznej wyniosła 160 złotych, by wzrosnąć ostatecznie do – bagatela – 1760 złotych! Ten sam rodzaj błędu okazał się jeszcze atrakcyjniejszy dla numizmatyków w przypadku złotówki z 1977 roku. Moneta wybita na krążku dziesięciozłotówki została wystawiona na aukcję z ceną wywoławczą 1600 złotych. Ostatecznie została kupiona za ponad dwukrotność tej sumy – 3410 złotych!

Cenny łącznik, a raczej jego brak

Czasem w monetach ważna dla kolekcjonerów jest nie wada techniczna, ale merytoryczna. Literówki, błędy w datowaniu i tym podobne cechy wyróżniają cenne dla nich eksponaty. Flagowym przykładem takiej monety w Polsce jest dwuzłotówka wybita w 1998 roku ze stopu Nordic Gold. Moneta powstała z okazji dwusetnej rocznicy urodzin Adama Mickiewicza. Numizmat wyszedł z błędem – napisano na nim „200 lecie” bez łącznika. Narodowy Bank Polski wycofał monetę i wyemitował poprawioną („200-lecie”). Dwuzłotówka bez dywizu była sprzedawana na aukcjach nawet za 2 tysiące złotych. Niestety jej kariera była krótka – fałszerze wyczuli biznes i zaczęli usuwać łącznik z poprawionej partii monet. Zmniejszyło to popyt wśród kolekcjonerów, a monety coraz rzadziej pojawiały się na aukcjach.

Czy wiesz, że w 1924 r. polski złoty był wart tyle, co frank szwajcarski? Więcej o historii polskiej waluty dowiesz się z tego artykułu»

Pięć złotych warte prawie 2 tysiące

Moneta ze skazą nie musi czekać kilkadziesiąt lat, by nabrać wartości. Dobrym przykładem jest współczesna pięciozłotówka, która została wylicytowana w 2013 roku. Moneta miała certyfikat amerykańskiej firmy PCGS, który poświadczał jej oryginalność. Jej destrukt był bardzo nietypowy: środek numizmatu był rozlany niemal na całej jego powierzchni. Najprawdopodobniej żółty krążek został ułożony między stemplami częściowo na białym ringu zamiast w jego środku. W momencie uderzenia stempla część żółtego wsadu wpasowała się w otwór, a pozostała rozpłaszczyła na powierzchni ringu. Taki błąd menniczy to prawdziwa rzadkość, co docenili uczestnicy aukcji. Pięciozłotówka uzyskała ostatecznie cenę 1603 złotych.

Afera z włoskim eurocentem

Za najdroższego eurocenta uchodzi moneta wybita przez włoską mennicę w 2002 roku. Doszło do poważnej pomyłki – zamiast Zamku na Górze (Castel del Monte) z Andrii w Apulii na rewersie wybito symbol architektoniczny Turynu, gmach Mole Antonelliana. Po dostrzeżeniu błędu monety zostały natychmiast wycofane z obiegu, jednak szacuje się, że w prywatnych rękach jest obecnie około 100 numizmatów. Dom aukcyjny Bolaffi stał się właścicielem sześciu z nich i zamierzał wystawić je na aukcję. Niestety, okazało się, że monety zajęła Gwardia Finansowa. Twierdziła ona, że rzeczywistym właścicielem monet jest włoska mennica i tylko ona ma prawo dysponowania tymi rzadkimi numizmatami.
Trwający 11 lat spór zakończył się wyrokiem rzymskiego sądu, według którego monety mogą znajdować się w prywatnych rękach jako przedmioty kolekcjonerskie, gdyż niegdyś legalnie opuściły mennicę. Monety wystawiono ostatecznie na aukcję w 2013 roku. Ich wartość szacowano wstępnie na 2500 euro, ale ostatecznie wylicytowano je za 6600 euro.

Taką skazę ma tylko 5 egzemplarzy tej monety

Numizmatyczne rekordy cenowe padają zazwyczaj w Stanach Zjednoczonych. Tam monety z błędami potrafią osiągać niebotyczne sumy, które pobudzają wyobraźnię kolekcjonerów z całego świata.

W 1992 roku wybito centówki z niecodziennym błędem. W słowie „America” przestrzeń pomiędzy literami A oraz M była wyjątkowo mała. Stąd w numizmatycznym świecie tę monetę nazwano „close AM penny”. Znanych jest tylko pięć egzemplarzy z tą skazą. W 2012 roku w jednym z serwisów aukcyjnych numizmat wybity w Filadelfii osiągnął wartość blisko 25 tysięcy dolarów. Wersja wybita w Denver była z kolei warta 20 700 dolarów.

Błąd przed oficjalnym wprowadzeniem monety do obiegu

Wyjątkową monetą jest również wybita w San Francisco centówka z 1969 roku. Ma ona podwójnie tłoczony napis na awersie, natomiast rewers nie zawiera żadnych błędów. Numizmat pochodzi z przedprodukcyjnego bicia na testowym stemplu menniczym. Szacuje się, że obecnie liczba tych monet nie przekracza 100 sztuk. W 2013 roku jeden z egzemplarzy osiągnął wartość ponad 22 tysięcy dolarów.

Kanadyjsko-amerykańska ćwierćdolarówka

Jeszcze wyższą wartość ma wyjątkowy egzemplarz ćwierćdolarówki z 1970 roku, która przez przypadek została wybita na kanadyjskiej monecie o tym samym nominale z 1941 roku. Ten niecodzienny destrukt numizmatyczny miał swoje pięć minut, gdy rozpisywały się o nim media. Do błędu doszło w mennicy zlokalizowanej w San Francisco. Jak oceniają eksperci, moneta miała charakter testowy i nigdy nie weszła do obiegu. Wystawca aukcji wycenił ten unikat na 35 tysięcy dolarów.

Zastanawiasz się nad inwestowaniem w złoto? Przeczytaj ten artykuł»

Rodzaje menniczych błędów

Podczas bicia monet mogą się pojawić różne odchylenia od normy. Numizmaty z błędami zazwyczaj określa się mianem destruktów menniczych i dzieli na trzy kategorie:

1. Usterki związane z wadami stempla.

W efekcie powstają monety z pęknięciami, odpryskami i zagnieceniami. Czasem problem jest jeszcze głębszy – wada patrycy (służy do wykonania matrycy) może powodować, że wybite monety będą miały podwójne linie rysunku. Stempel może być również wykonany przy niedostatecznym nacisku prasy, przez co na monecie „znikają” pewne szczegóły.
 
2. Usterki związane z wadami krążka menniczego.
 

Wyprodukowane w taki sposób monety mogą mieć inną średnicę, rant, są wybite na innym metalu lub na innej monecie. Krążki mogą być niepełne i wykrojone, mogą też się w nich pojawić „ciała obce”, wprasowane w powierzchnię.
 
3. Usterki związane z nieprawidłowościami w trakcie bicia.

Przy takich błędach efektem mogą być tzw. hybrydy (na jednej monecie pojawiają się awers i rewers z różnych nominałów). Dochodzi również do wybić na krążku z przesunięciem lub obrotu stempla rewersu względem awersu. Efektem błędu menniczego może być też moneta jednostronna (zdarza się tak zazwyczaj, gdy skleją się dwa krążki – wówczas na jednej jest tylko awers, a na drugiej tylko rewers). Przylgnięcie wybitej monety do stempla powoduje z kolei, że sama staje się wówczas stemplem tworzącym wklęsły awers lub rewers. Do podwójnego bicia dochodzi w sytuacji, gdy ruchoma część prasy odskakuje po uderzeniu w krążek i ponownie w niego uderza. Gdy dojdzie wówczas nawet do minimalnego przesunięcia krążka, zdubluje się część lub całości rysunku.
 
 
 
 

Tematy:

Ceny

Waluty

Kantor 8:00 - 22:00 (Pon - Pt)
Giełda 24/7
uwaga Kantor nie pracuje? Wymień walutę na giełdzie >>