Kantor internetowy »   Newsy »   Sri Lanka – 6 dobrych decyzji i 4 błędy, które zaważyły na moim wyjeździe  

Sri Lanka – 6 dobrych decyzji i 4 błędy, które zaważyły na moim wyjeździe

 
| 17.04.2019 15:05

Dlaczego pizza okazała się w pewnym momencie wybawieniem, a kiść bananów wspaniałym prezentem? Na Sri Lance spędziłem dwa tygodnie i przekonałem się, że ta wyspa ma do zaoferowania o wiele więcej niż to, co można przeczytać w przewodnikach. Nie ustrzegłem się też przed popełnieniem mniej lub bardziej bolesnych błędów, bez których mój wyjazd byłby jeszcze piękniejszy, ale też na pewno mniej ciekawy :)

Na Sri Lankę poleciałem w ostatnim tygodniu marca 2019, wróciłem na początku kwietnia. Wybrałem się tam na własną rękę i – poza pierwszym noclegiem – nie planowałem podróży, zdając się częściowo na rekomendacje znalezione w sieci, częściowo na samych Lankijczyków.

Oto moim zdaniem najlepsze decyzje, jakie podjąłem podczas pobytu na Sri Lance:
 

1. Tuk-tuk zamiast taksówki (lub autobus).


Tuk-tuk, czyli trzykołowy pojazd silnikowy, prowadzony przez sympatycznego i nierzadko nachalnego Lankijczyka:


 

W dużych, zatłoczonych i zakorkowanych miastach, takich jak Kolombo i Kandy, to moim zdaniem najszybsza opcja transportu. Uczciwość nakazuje mi jednak dodać, że ta szybkość ma swoją cenę: tuk-tuki nie stoją w korkach, bo jeżdżą pod prąd, często nawet po chodnikach, dlatego w taką podróż wliczony jest dreszczyk emocji :) Tylko nieliczne z tych pojazdów mają zamontowane taksometry, dlatego najlepiej przed rozpoczęciem jazdy umówić się na konkretną cenę (ja pokazywałem kierowcy na komórce, gdzie chcę dojechać). Zwykle nie płaciłem więcej niż 5-10 zł za przejazd dwóch osób. Warto mieć też świadomość, że pierwsze miejsce, do którego zawiezie cię kierowca tuk-tuka, nie musi być tym docelowym – często zmieniają oni trasę, żeby pokazać turystom „lepsze miejsce”. Warto wtedy obstawać przy swoim i domagać się dowiezienia pod właściwy adres. Z niektórymi kierowcami umawialiśmy się tak, że zawozili nas do 2-3 wybranych atrakcji turystycznych i czekali, aż skończymy zwiedzać. Za taką usługę płaciliśmy zwykle między 50 a 60 zł. Pozostałe możliwości transportu w Sri Lance (nie braliśmy pod uwagę wynajęcia samochodu) to:

  • taksówka – najdroższa, choć w porównaniu do polskich usług i tak tania opcja, za przejazd z lotniska do Ne Combo (ok. 15 km) zapłaciliśmy 32 zł za dwie osoby.
     
  • autobus -  jest ich bardzo wiele, kursują z dużą częstotliwością (średnio co 5-10 min), ceny wahają się między 5-10 zł za przejazd. Niezaprzeczalnym minusem tego środka transportu jest duży tłok. Warto wiedzieć, że na Sri Lance nie ma systemu sprzedaży biletów – jest za to „nawoływacz”, czyli osoba, która przed tym, jak autobus zatrzyma się na przystanku, podaje kierunek jazdy i zbiera od wsiadających opłaty do koszyka. Warto zapytać o koszty jeszcze zanim przekroczysz podwoje autobusu – kilka razy zdarzyło mi się, że nie zapytawszy wcześniej o cenę przejazdu, już w samym autobusie, „nawoływacz” zażądał dwukrotnie wyższej opłaty niż standardowa.

2. Spontaniczne rozmowy z Lankijczykami (dowiadujesz się gdzie kupić alkohol, poznajesz ich dylematy związkowe i nie tylko :)


Mogę potwierdzić, że Sri Lanka jest nazywana krajem tysiąca uśmiechów nie bez powodu – Lankijczycy to bardzo uprzejmi i pomocni ludzie. Czasami aż za bardzo, bo jeśli dołożyć do tego ich trudność z przyznaniem, że czegoś nie potrafią zrobić (lub że czegoś nie wiedzą), można przez 40 minut szukać oddalonego o zaledwie 500 metrów przystanku autobusowego :) W akcję poszukiwania właściwego przystanku zaangażowało się 10 osób, choć żadna z nich nie wiedziała, gdzie się on znajduje. W końcu pan, który czekał na autobus w zupełnie innym kierunku, doprowadził nas na właściwe miejsce i nie chciał odejść, dopóki nie zobaczył, że cali i zdrowi wsiadamy do pojazdu. Trzeba też dodać, że niestety część Lankijczyków (pan, który poczekał z nami na autobus nie należał do tego grona) oczekują napiwków na udzieloną przyjezdnym pomoc.

10-kg kiść bananów w podzięce za zdjęcie

Podróżując po Sri Lance warto być przygotowanym na to, że (szczególnie w mniejszych miejscowościach) człowiek z Europy może być traktowany jak atrakcja turystyczna. W niektórych miejscach czuliśmy się z moją towarzyszką jak gwiazdy filmowe – wiele osób chciało sobie z nami robić selfie ;) Znowu doświadczyliśmy lankijskiej uprzejmości – po zrobieniu zdjęcia jeden pan podarował nam… 10-kg kiść bananów! Nie chciał nawet słuchać naszych zapewnień, że dwa banany w zupełności nam wystarczą (tego, że mieliśmy już trochę dość tych owoców, bo są serwowane praktycznie podczas każdego śniadania, już nie mówiliśmy :) Podczas gdy protestowaliśmy, on po prostu wrzucił tę wielgachną kiść do tuk-tuka, którym wtedy podróżowaliśmy.

Alkohol na Sri Lance na wagę złota?

Co do alkoholu na Sri Lance, to… trudno go dostać, co nie oznacza, że to niemożliwe. Lankijki (tak tak, tylko kobiety! :( mają zakaz spożywania alkoholowych trunków (zgodnie z zasadami obowiązującego oficjalnie w tym kraju od 1955 roku buddyzmu), a w niektórych miejscach jego spożywanie jest w ogóle zabronione. Alkohol można kupić w dziwnie wyglądających, zakratowanych budkach, z których sprzedawcę wywołuje się energicznym pukaniem. Moim zdaniem sprzedawany w tych budkach alkohol jest mało smaczny. Kiedy zapytałem napotkanych Lankijczyków o alkohol, zaprowadzili mnie do:

  • małej piwniczki w lokalnym sklepie – trasa prowadziła przez sklep spożywczy, z którego długim korytarzem trafiliśmy na schody prowadzące do piwniczki. Za kratami znajdowała się tam tajemnicza przestrzeń. Sprzedawca wyciągnął stamtąd dwie butelki amerykańskiego piwa, przepraszając, że nie ma więcej :)
     
  • baru alkoholowego – był on skrzętnie ukryty przed oczami turystów i mieścił się w jednej z mniejszych uliczek – sam nigdy bym go nie znalazł. Serwowano tam piwo ryżowe, jeden z charakterystycznych dla Sri Lanki trunków. Kosztuje ono około 9-10 zł (w przeliczeniu na polską walutę), więc jest stosunkowo drogie i… „słabe w działaniu”. Wystrój baru, który w ten sposób odwiedziłem, wyglądał jak z czasów PRL. Płatność należało uiścić przy wyjściu.

Lion Lager - piwo warzone na Sri Lance (w położonej niedaleko stolicy miejscowości Biyagama). Fot. archiwum prywatne Artura Mazurka.

(Nie)bezpieczne związki na Sri Lance

Część Lankijczyków, z którymi rozmawiałem, wiedziała, że istnieje państwo takie jak Polska. Pytali nawet, czy nie mam ze sobą wódki (niestety…). Jednak nawet bez alkoholu mieszkańcy Sri Lanki bardzo chętnie opowiadali o swoim życiu na wyspie. Co ciekawe, zabronione jest tu okazywanie sobie uczuć w miejscach publicznych (w tym np. trzymanie się za ręce). Dowiedziałem się również, że partnera życiowego wybierają im…rodzice. Nie ma znaczenia to, czy dana osoba podoba się przyszłej żonie/mężowi. Młodzi Lankijczycy nieco na to narzekali, twierdząc, że woleliby sami spróbować, sprawdzić, jak czują się w relacji z kimś innym niż człowiek wybrany dla nich przez rodziców. Podkreślali też, że w taki sposób aranżowane związki oparte są w dużej mierze na przyjaźni i partnerstwie.

Myślisz o podróży do Tajlandii? Przeczytaj naszą relację z Bangkoku i tajskich wysp»​
 

3. Podróż pociągiem klasy trzeciej.


Tak przejechaliśmy z Nuwara Eliya do Ella. Trasy kolejowe w Sri Lance są przepiękne: wiodą przez zanurzone we mgle plantacje herbaty i obok zjawiskowych wodospadów. Pasażerów już z daleka pozdrawiają pracownicy plantacji, szeroko się uśmiechając i machając rękoma.


Pociąg na trasie Nuwara Eliya-Kandy.
 

Jakie są wady i zalety podróży w wagonach poszczególnych klas?

  • Klasa I – wyposażona w wiatraki, których celem jest chłodzenie powietrza. W ogromnym upale, jaki panuje w pociągu, jest to bardzo przydatne, tym bardziej, że mimo otwartych na oścież okien nie rozwijał on znacznej prędkości. Miejsca w I klasie są najtrudniej dostępne i najdroższe – na naszej trasie bilet kosztował ok. 30 zł.
     
  • Klasa II i III – nie zauważyliśmy, aby w tak oznaczonych wagonach był problem z rezerwacją miejsc, te w klasie III są oczywiście najtańsze (przejazd kosztował ok. 5 zł). Jest ona również najbardziej zatłoczona i można tu spotkać najwięcej Lankijczyków, co dla mnie było bardzo dużą zaletą.
Co prawda w lankijskich pociągach nie ma Warsu, jednak na każdej stacji do pociągu wsiada sprzedawca, który oferuje kanapki, przekąski i napoje (w tym wodę butelkowaną, co w ogromnym upale jest bardzo ważne).
 

4. Wizyta na plantacji i w fabryce herbaty.


W Sri Lance jest bardzo dużo plantacji herbaty; można odwiedzić fabrykę dowolnej znanej marki. Jest to niesamowite przeżycie – ciągnące się aż po horyzont zielone pola, skąpane w delikatnej poświacie rozciągającej się na tle gór, to niezapomniany obraz.


Plantacja herbaty w Sri Lance.

 

W jaki sposób można zwiedzać te miejsca?

  • w zorganizowanej, płatnej wycieczce z przewodnikiem, która obejmuje też przejazd niewielkim autem po terenie plantacji.
     
  • samodzielnie, dołączając do pracowników plantacji (w tej odwiedzonej przeze mnie przeważały kobiety). Co ciekawe, proces zbierania liści herbaty może być wykonywany tylko przez człowieka, bo – jak wytłumaczyła mi pani, do której dołączyłem – trzeba wiedzieć, który liść herbaty można zerwać, a który nie. Na miejsce tego zerwanego muszą wyrosnąć dwa nowe. Takie oprowadzanie jest bezpłatne, ale poza ewentualnym napiwkiem dla pracowników fabryki, którym towarzyszyliśmy, warto kupić coś w sklepie firmowym (ceny są nieco wyższe niż w sklepach w innych częściach kraju).
Warto pamiętać, że na terenie niektórych fabryk zabronione jest robienie zdjęć.
 

5. Czterodniowy pobyt w Tangalle i wypoczynek na tamtejszych plażach.


Tangalle podobało mi się najbardziej ze wszystkich miast, które odwiedziłem podczas pobytu na Sri Lance. To tutaj znajdują się moim zdaniem najpiękniejsze, najczystsze plaże i najlepsze jedzenie w przystępnych cenach. W Tangalle mieliśmy też najtańszy podczas całego pobytu nocleg –  za bungalow na plaży zapłaciliśmy ok. 29 zł za noc za dwie osoby (mieliśmy co prawda prysznic pod gołym niebem, ale dla nas była to dodatkowa atrakcja :)


Plaża w Tangalle.

W tym położonym na południu wyspy mieście czułem się jak na końcu świata – plaże były praktycznie puste, spacerowały sobie po nich swobodnie kraby i inne egzotyczne stworzenia.  Bardzo urokliwe są też zamontowane na palmach, tuż nad oceanem, huśtawki. Moment, w którym znajdujesz się w powietrzu, a pod stopami masz ocean, jest – cytując klasyka – bezcenny.
 

Artur Mazurek na huśtawce na plaży w Tangalle (fot. archiwum prywatne).

Co do kąpieli w oceanie – nie odważyłbym się na nią ze względu na wysokie i silne fale, jednak mogą być one zaletą dla surferów (którzy zresztą chętnie z nich korzystali).

Tangalle było też miłym kontrastem do plaż w Negombo, gdzie spędziliśmy pierwszą noc w Sri Lance. Moim zdaniem lepiej wybrać się tam na wielokolorowy targ.

Durian to owoc o bardzo intensywnym zapachu (nieładnie mówiąc: cuchnącym). Przez Azjatów uważany za przysmak. Tutaj na jednym z targów na Sri Lance.

6. Amerykańska pizza z trawą cytrynową.


Na pierwszy rzut oka brzmi to strasznie: zajadać się typowym fast-foodem w kraju, gdzie na każdym kroku można spróbować świeżych owoców morza. Jest zatem jeszcze jedna rzecz, którą warto wiedzieć o Sri Lance: jako potrawa króluje tu curry, którego jestem wielbicielem.


Serwowane na Sri Lance curry (fot. archiwum prywatne Artura Mazurka).

Jednak po tygodniu jedzenia curry w różnych odmianach: z warzywami, z kurczakiem, z owocami morza… jak kania dżdżu pragniesz odmiany. Nawet jeśli miałaby być to pizza ze znanej amerykańskiej sieci, która jednak – co było bardzo fajne – miała egzotyczny akcent w postaci trawy cytrynowej. Pyyyycha!


Pyszna amerykańska pizza na Sri Lance (fot. archiwum prywatne Artura Mazurka).

Co kupisz za 5 dolarów w innych krajach? Czytaj więcej»

Podczas pobytu na Sri Lance nie udało mi się niestety uniknąć też kilku mniej lub bardziej bolesnych błędów – oto one:
 

1.Zjedzenie loda w znanej sieciówce.

 

Żeby było jasne - to nie wina znanej sieciówki,, tylko tego, że złamałem żelazną zasadę „pij tylko wodę butelkowaną, żadnej wody z kranu, żadnego lodu w kostkach, nigdzie!”. Polecam ci mocno wziąć sobie tę zasadę do serca podczas podróży po Sri Lance, bo dla mnie jej zlekceważenie skończyło się ostrym zatruciem pokarmowym. Mimo tego, że na kilka tygodni przed wyjazdem przyjmowałem probiotyki i naprawdę uważałem na to, co jem, to w momencie słabości sięgnąłem po ulubionego, znanego loda z menu znanej sieci fast-foodowej i… poległem.

2. Podanie swojego numeru telefonu kierowcy tuk-tuka.

 

Tym sposobem dorobiłem się własnego, osobistego stalkera, który wydzwaniał do mnie przez całe trzy dni o różnych porach i nie reagował na proste, dobitne komunikaty, że nie życzę sobie kontaktu. Przestał dzwonić kiedy…zablokowałem jego numer. W części dotyczącej dobrych decyzji i tuk-tuka zapomniałem napisać o jednej ważnej rzeczy: po zakończonym kursie każdy kierowca będzie polecał swoje usługi na przyszłość i nie odpuści, dopóki nie zapiszesz jego numeru telefonu. I to jest – podkreślam – najlepsze wyjście: zapisać grzecznie numer i się pożegnać. Za żadne skarby nie podawaj mu swojego :)



 

3.Jedzenie: większe zaufanie do opinii z internetu niż Lankijczyków i innych turystów.

 

Po przyjeździe do Sri Lanki jak rasowy turysta „z Zachodu” wyciągnąłem telefon komórkowy i zacząłem wyszukiwać najlepiej oceniane knajpy i restauracje w pobliżu. WiMała dygresja na temat internetu: WiFi jest dostępne w restauracjach i hotelach, w innych miejscach bywa różnie, dlatego już na lotnisku zaopatrzyłem się w kartę SIM firmy Dialog: nie było problemów z zasięgiem, za 40 zł/mc dostałem 6 GB internetu i 30 min rozmów do Europy. Zatem zaopatrzony w świetny internet wyszukałem świetne zdaniem internautów restauracje w pobliżu, dzięki czemu skosztowałem pierwszej w swoim życiu zupy krewetkowej, w której pływała tylko jedna smutna krewetka. Ta sama zupa nazywała się w karcie „tom kha” (dla niewtajemniczonych: to zupa na bazie mleka kokosowego), a nie zawierała ani grama mleka kokosowego! Dodam jeszcze, że kosztowała miliony monet… Kiedy zacząłem kierować się opiniami innych turystów i Lankijczyków, w końcu trafiłem do świetnych miejsc: na przykład w knajpie w Tangalle, za 2 PYSZNE zestawy: zupa z owoców morza, homar, porcja frytek, surówka i świeżo wyciskany sok z owoców, zapłaciłem równowartość 50 zł. Dodam jeszcze, że wystrój knajpy przypominał mocno polski PRL, ale przy tak smacznym i świeżym jedzeniu (czas oczekiwania wynosił około godziny) nie miało to dla mnie żadnego znaczenia.



Homary, które dostaliśmy w knajpie w Tangalle.

Co pysznego zjesz za 5 dolarów w Meksyku? Sprawdź tutaj»​
 

4.Oczekiwanie legendarnie ostrych dań.


Na wstępie uprzedzę, że mam bardzo wysoki próg ostrości i ciężko jest sprawić, że będę płakał od zbyt dobrze przyprawionego dania, ale przed przyjazdem na Sri Lankę przeczytałem dużo artykułów na temat tutejszej, niewyobrażalnie ostrej, kuchni. Niestety, tutaj spotkało mnie kolejne rozczarowanie, bo choć smacznie przyrządzonych dań nie brakowało, to żadne z nich nie zaskoczyło mnie poziomem ostrości, mimo że próbowałem wiele „deviled prawns” i ostro przyprawionych ryb. Było tak nawet w przypadku potraw, przed którymi ostrzegali mnie sami Lankijczycy („very, very spicy!”) i nawet wtedy, kiedy prosiłem o dodatkową „ekstra ostrość” do standardowych dań z karty. 


Danie z krewetek w barze w Tangalle (fot. archiwum prywatne Artura Mazurka).

Sri Lanka – informacje praktyczne

Przed wyjazdem

Co do samego przylotu na wyspę, to cieszę się, że z trzech możliwości, które rozważałem:

  • bezpośredni lot z Warszawy z przesiadką w Doha (1-2 h),
  • lot z Ukrainy do Kolombo – najtańsza opcja z dostępnych wtedy,
  • lot do Szwajcarii, skąd bezpośrednio można było później dolecieć do Kolombo.
zdecydowałem się właśnie na pierwszą, co prawda najdroższą, lecz także najwygodniejszą opcję. Duże znaczenie miał też fakt, że w cenie biletu był tutaj nie tylko 7-kg bagaż podręczny, lecz także 30-kg bagaż rejestrowany. Co prawda na Sri Lance jest ciepło przez cały rok (temperatura oscyluje w granicach 30-40 st. Celsjusza), więc teoretycznie nie trzeba zabierać ze sobą wiele ubrań, a piękną koszulę „hawajkę” można tanio kupić na miejscu, no ale… :) Ważna informacja: od 1 kwietnia 2019 Polaków nie obowiązują wizy do Sri Lanki. Ja musiałem ją jeszcze kupić – można to było zrobić online przed przyjazdem lub bezpośrednio na lotnisku. Ta „przyjemność” kosztowała mnie 40 USD. Pamiętaj też, że aby dostać się na Sri Lankę, trzeba mieć ze sobą bilet w obie strony oraz paszport ważny co najmniej pół roku po przyjeździe na wyspę. W samolocie każdy musiał też wypełnić karteczkę, na której wpisywało się imię i nazwisko oraz miejsce pobytu na pierwszy nocleg. Tyle formalności, teraz pora na odkrywanie uroków tego pięknego kraju!

Noclegi

Te wybierane przez nas w przeliczeniu na polską walutę kosztowały 30 – 60 zł za dobę, rezerwowałem je na bieżąco w serwisie online. Ceny za noclegi sięgają od 20 do 2500 zł, jednak z moim obserwacji te w cenie 20-100 zł za noc mają podobny standard. Moim zdaniem warto dopłacić jedynie do tych naprawdę ekskluzywnych. Pokoje do wynajęcia z łazienkami oferują też sami Lankijczycy. Zwykle cena uwzględnia śniadanie, na które składają się 1-2 jajka sadzone, do tego banan i bułka, herbata lub kawa, czasami serwowano jeszcze naleśniki z wiórkami kokosa z miodem.


Śniadanie, które podano nam w domu rodowitych Lankijczyków (fot. archiwum prywatne Artura Mazurka).

Posiłki w restauracjach

W większości odwiedzanych przez nas restauracji doliczano 10 proc. za serwis, bez względu na wielkość zamówienia – nawet za pojedyncze piwo. Mimo wszędobylskich na Sri Lance much, w miejscach, które odwiedziłem, było czysto, a w każdej restauracji jest kranik z wodą, gdzie można umyć ręce przed posiłkiem.

Kiedy odwiedzasz buddyjskie świątynie na Sri Lance…

…lepiej zaopatrzyć się w szal lub inny rodzaj ubrania, które zakryje kolana, a w przypadku kobiet ramiona, na czas wizyty w takim przybytku, choć nie zawsze jest to konieczne. Tak było w świątyni Buddy w Negombo. Zaskoczyło mnie, że za zostawienie butów na specjalnie wyznaczonym do tego miejscu poza świątynią były pobierane opłaty. Choć moim zdaniem zarówno bagaże, jak i obuwie warto jakoś zabrać ze sobą. Mogą one bowiem wzbudzić zainteresowanie dzikich małp, które na Sri Lance można spotkać w różnych miejscach. W żadnym wypadku nie należy ich głaskać; Lankijczycy ostrzegają także przed zostawianiem jedzenia „bez nadzoru”, bo może ono zostać przez zabrane razem z pozostawionym tak ubraniem.


Złota świątynia Dambulla w Negombo.

Owady na Sri Lance…

… potrafią być bardzo uciążliwe – jest tu dużo mrówek i komarów, dlatego obowiązkowo należy zabrać ze sobą dobry spray. W każdym miejscu noclegowym mieliśmy łóżko z moskitierą, która w nocy chroniła przed tymi owadami.

Warte zobaczenia…

…są też Sigiryia i Pidurangala – wielkie góry, z których rozciąga się piękny widok na okolicę. Wstęp w obu przypadkach jest płatny. Sigiryia, na której znajdują się pozostałości po starożytnym pałacu, jest bardziej popularna i, co za tym idzie, droższa i bardziej oblegana. Została też ona wpisana na listę światowego dziedzictwa UNESCO.  Bilet wstępu kosztuje tu ok . 100 zł od os. Góra, która znajduje się dokładnie naprzeciwko – Pidurangala, jest znacznie tańsza (5 zł/os.),  widać z niej Sigiryię, i – co było dla mnie szczególnie ważne – na trasie spotkałem tylko kilka osób.


Artur Mazurek na Pidrungali, w tle Sigiryia (fot. archiwum prywatne).

Słonie na Sri Lance

Najbardziej znana miejscowość, gdzie turyści mogą swobodnie obcować ze słoniami, to Pinnawala. Te zwierzęta są na Sri Lance atrakcją turystyczną, jednak w internecie można przeczytać wiele artykułów na temat złego traktowania słoni w niektórych ośrodkach. Był to powód, dla którego zdecydowałem się odwiedzić placówkę Elephant Freedom Project, gdzie dba się nie tylko o komfort turystów, lecz także zwierząt. Dziennie to miejsce może odwiedzić tylko kilkanaście osób, dlatego trzeba się zapisać odpowiednio wcześniej. W jednej „turze” do słonia może wejść maksymalnie 10 osób, które spędzają z nim 4 godziny. W tym czasie można to zwierzę nakarmić, umyć i miło z nim pospacerować :) Taka wizyta, w cenę której wliczony jest też lunch, kosztuje równowartość 100 zł. Pamiętaj też, że kierujący tuk-tukami i taksówkami będą ci proponować różne, ich zdaniem „najlepsze” miejsca, gdzie można zobaczyć słonie, bo mają oni prowizje od właścicieli tych „farm”.


Słonie ze Sri Lanki.

Waluta Sri Lanki i płatności na Sri Lance

W Sri Lance obowiązuje rupia lankijska (LKR). 100 rupii lankijskich kosztuje ok. 2,09 zł. Rupie można kupić już na miejscu za dolary – nie spotkałem się z sytuacją, aby na Sri Lance akceptowana była polska waluta. W większych miastach dostępne są bankomaty, a w restauracjach można płacić kartą, jednak zawsze warto mieć przy sobie gotówkę (szczególnie aby płacić za tuk-tuki, autobusy, taksówki lub na napiwki).

Jeśli po podróży do Azji chciałbyś zobaczyć ciekawe miejsca w Europie, koniecznie przeczytaj ten artykuł!»

Artur Mazurek - doradca ds. rynków finansowych Rkantor.com, gdzie zajmuje się klientami firmowymi. Prywatnie pasjonat podróży i motocykli. Jeśli chcesz skontaktować się z autorem tego tekstu, napisz: artur.mazurek@rkantor.com
   

Tematy:

Ile to jest 5$

Kantor 8:00 - 22:00 (Pon - Pt)
Giełda walutowa 24/7
uwaga Kantor online nie pracuje? Wymień walutę na giełdzie >>