Kantor internetowy »   Newsy »   Zwiedzanie Aten – przewodnik od Polki, która podróżuje do Grecji od 17 lat  

Zwiedzanie Aten – przewodnik od Polki, która podróżuje do Grecji od 17 lat

 
| 28.05.2019 11:57



Do Grecji podróżowałam regularnie od 17 lat. Ateny dość długo pomijałam, ale kiedy wreszcie tu wylądowałam, wiedziałam, że kiedyś tu zamieszkam. Plan został wykonany, marzenie spełnione  - od czternastu miesięcy poznaję to niezwykłe miasto. Odkrywam miejsca znane z turystycznych folderów i lokalne zakątki uwielbiane przez Greków. Zapraszam na subiektywną wycieczkę po Atenach mniej i bardziej znanych.

Lazurowe morze, obłędnie niebieskie niebo, piaszczyste plaże, różowe bugenwille i wygrzewające się w słońcu koty sprawiają, że miłość do greckich wysp należy do tych od pierwszego wejrzenia. Miłość do Aten jest raczej trudna, a od nienawiści dzieli czasem dosłownie jeden krok – zazwyczaj na zielonym świetle, gdy kierowcy nagminnie zapominają się zatrzymać, albo na chodnikach, jeśli w ogóle zmieścicie się między posadzonymi na środku drzewami i zaparkowanymi samochodami.  I kiedy myślicie, że raczej nic już nie zaiskrzy, że chaos, że głośno i tłoczno, skręcacie w jedną z małych uliczek i odnajdujecie kojący serce spokój,  a na widok dumnie górującego nad miastem Akropolu trafia was strzała Amora, czy raczej greckiego Erosa.


Widok z Akropolu (fot. Karolina Markiewicz).

Akropol – obowiązkowy punkt wycieczek nie musi być nudny

Niezależnie od tego, czy Ateny są tylko punktem przesiadkowym między kolejnymi wyspami, czy typowym city break, wizyta na Akropolu jest pozycją obowiązkową. Napisano już o nim chyba wszystko, ale żadne opisy nie są w stanie oddać wrażenia po przejściu przez Propyleje, monumentalną bramę, która od 437-432 roku p.n.e. strzeże wejścia do serca skalistego wzgórza. Moment, gdy naszym oczom ukazuje się Partenon, jest chwilą podróży w czasie, nawet mimo tłumu turystów dookoła.  Przy odrobinie szczęścia, raczej w godzinach porannych i nie weekend, istnieje duża szansa na spektakularny widok świątyni bez kilkunastu selfie sticks w tle.  
 
Akropol to świątynia, która powstała ku czci Ateny, bogini i patronki miasta. Zniszczona przez wieki, ograbiona z rzeźb, nadal uchodzi za szczytowe osiągnięcie greckiej architektury. O czasach wielkiej chwały subtelnie przypomina Erechtejon z charakterystycznym sklepieniem podtrzymywanym przez sześć kobiet. To tzw. portyk kariatyd.


Kariatydy na ateńskim Akropolu (fot. Karolina Markiewicz).

Są one kopią starożytnych rzeźb, oryginały można podziwiać w pobliskim Muzeum Akropolu, a jedną w Muzeum Brytyjskim. W tym ostatnim znajduje się wiele rzeźb zabranych z Akropolu w ramach mody na antyki rozumianej chyba zbyt dosłownie przez europejskich arystokratów. Jednym z nich był hrabia Elgin, brytyjski poseł, który w XVIII wieku, za czasów tureckiej okupacji nad Grecją, kupił zgodę władz na oderwanie dekoracyjnych elementów Partenonu. W efekcie jedną kariatydę zastąpiła prosta kolumna, a  oryginalne starożytne rzeźby znalazły się w rezydencji hrabiego w Wielkiej Brytanii.
 

Zaciekła walka o jedną ze słynnych greckich kobiet

 
Po kilku latach amator antyku sprzedał je Muzeum Brytyjskiemu, gdzie znajdują się do dziś. Do dziś trwa też walka o ich zwrot. Dyrekcja kategorycznie odmawia oddania „marmurów Egina”, bo tak takie określenie zyskały przez lata, nazywając demontowanie starożytnej świątyni „kreatywną sztuką”. O ich zwrot walczyła ikona greckiej kultury Melina Mercouri.  Pozbawiona greckiego obywatelstwa i zmuszona do emigracji aktorka oznajmiła dumnie: „urodziłam się Greczynką i umrę jako Greczynka” . Jej słowa można też odnieść do posągowej kariatydy. Mercouri po latach przymusowej emigracji wróciła do Grecji i tego samego chciała dla zrabowanych dzieł, stworzyła więc bezpieczną przestrzeń, w której mogły być podziwiane. Misja zakończyła się sukcesem – dziś nowoczesne muzeum jest uznawane za jedno z najlepszych na świecie i także powinno znaleźć się na trasie każdego turysty schodzącego z Akropolu.


Widok na Ateny z Akropolu (fot. Karolina Markiewicz).

Muzeum Akropolu – czy warto? 

Trzykondygnacyjne muzeum posiada w swoich zbiorach około czterech tysięcy artefaktów. Muzeum jest nowoczesne i przestronne, dzięki czemu doskonale eksponuje perły starożytności. Na ostatnim piętrze znajdują się piękne dekoracje z Partenonu, który podczas całego spaceru po muzeum można podziwiać w tle.  Spojrzenie na Akropol i stojące obok nas rzeźby wywołują szczery zachwyt i chyba odrobinę żalu, że żyjemy w mniej zachwycających architektonicznie czasach. Od kwietnia do końca października muzeum jest otwarte codziennie od 8 rano. W poniedziałki jest czynne do godziny 16, w piątki do 22, a w pozostałe dni do 20. Bezcenna informacja – kilka dni w roku wstęp do muzeum jest bezpłatny. Są to: 6 Marca – Dzień Pamięci Meliny Mercouri, Międzynarodowy Dzień Muzeów 18 maja oraz 25 marca i 28 października, czyli Święta Niepodległości. Bilet regularny kosztuje 10 euro, bilet ze zniżką połowę tej ceny.
 

Odeon Heroda Attyka – śladami starożytnych i najznamienitszych współczesnych gwiazd

 
Choć najstarszy ateński teatr znajduje się na południowych zboczach Akropolu, to inna tego typu budowla robi współcześnie większe wrażenie. W Teatrze Dionizosa swoje sztuki wystawiali Arystofanes czy Sofokles, ale to w pobliskim Odeonie Heroda można jeszcze dziś obejrzeć „Antygonę”.


Odeon Heroda Attyka (fot. Karolina Markiewicz).

Amfiteatr powstał w 161 roku ku czci zmarłej żony Heroda Attyka, wysokiego urzędnika i mecenasa starożytności. Obiekt może pomieścić prawie pięć tysięcy widzów. Na jego scenie występowały największe światowe sławy: Liza Minnelli, Luciano Pavarotti, Frank Sinatra, Maria Callas, a rok temu Nigel Kennedy. Koncerty i spektakle odbywają się w Odeonie w ramach „Athens &Epidaurus Festival”. W tym roku swoje pięćdziesięciolecie na scenie Odeonu będzie świętować brytyjska grupa Jethro Tull. Letni festiwal jest jednym z najstarszych w Europie i od 1955 roku gromadzi miłośników muzyki, teatru i tańca z całego świata. Trwa od początku czerwca do końca lipca. Cały program i bilety dostępne są na stronie greekfestival.gr. Naprawdę warto!

Starożytne zabytki i piękne plaże znajdziesz również w Chorwacji - sprawdź nasz plan zwiedzania na 7 dni»

Aeropag z kocim rezydentem

Ulubiony punkt widokowy turystów i Greków przy wejściu na Akropol często stanowi jego zamiennik. Wzgórze Aresa, popularnie zwane Aeropagiem, w starożytności było miejscem obrad i sądu nad największymi zbrodniarzami. Dziś jest miejscem spotkań pod chmurką z piękną panoramą Aten. Można stąd podziwiać miasto w całej okazałości, starożytną Agorę u jego stóp i zrobić idealne zdjęcie z Akropolem w tle, wielu rezygnuje więc z przejścia dalej sądząc, że w sumie nic ciekawszego już tam nie będzie. Zapewniam – będzie. Na Aeropagu zróbmy zdjęcie i pogłaszczmy kota, który jest ulubieńcem turystów, a potem…chodźmy dalej :) Uprzedzam - koci rezydent niewiele sobie robi z błysku fleszy i dla chwilowej sławy w social mediach nie zamierza przerywać swojej drzemki na historycznym wzgórzu.
 

Koci rezydent na Aeropagu.
 

Anafiotika – grecka wyspa w centrum Aten

 
To ukryta perełka w sercu miasta. Znajdziecie ją po drodze z Aeropagu na Plakę, u podnóża Akropolu. Można się tu poczuć jak na greckiej wyspie z wąskimi uliczkami i małymi białymi domkami, ukrytymi w pnączach różowych krzewów. To uroczy labirynt rodem z cykladzkich wysp – schodki często prowadzą do ślepego zaułka, ale zgubić się w tych wąskich uliczkach to prawdziwa przyjemność.  Ta nostalgiczna enklawa została wzniesiona w XIX wieku przez murarzy z cykladzkiej wyspy Anafi. Sprowadzeni przez króla w celu zbudowania nowego pałacu, w nocy wznosili niewielkie domy dla swoich rodzin. Zamiast dźwięku cykad z piosenki Maanamu usłyszycie tu płynącą zza firanek grecką muzykę albo włączony telewizor – domki są nadal zamieszkane, chociaż codzienna droga do nich stanowi małe wyzwanie.

Plaka – malownicze sąsiedztwo bogów

Macie dość muzeów i ruin? Zapewniam, że w centrum Aten ucieczka od przeszłości nie jest możliwa. Na szczęście, bo właśnie ta mieszanka stylów, pozornego chaosu, starożytności i historii nowożytnej stanowi o wyjątkowości tego miasta. Doskonale widać to na Place, malowniczej dzielnicy pod Akropolem, znanej też jako „sąsiedztwo bogów”. W krętych uliczkach pełno jest kafejek, tawern, sklepików i galerii. Gwarny tłum zawsze wypełnia niewielką przestrzeń przy schodach, gdzie ciężko o wolny stolik, co zresztą nie stanowi problemu – chętni okupują schodki popijając aromatyczną kawę czy domowe wino.


Uliczki Plaki (fot. Karolina Markiewicz).
 

Plaka – kawy w tym miejscu nie można przegapić

Sama Plaka, podobnie jak całe Ateny, tętni życiem o każdej porze dnia. Warto zgubić się w jej kolorowych uliczkach, zrobić przystanek na kawę, delektować się greckimi przysmakami w jednej z restauracji na dachu, który niemal styka się z akropolskim wzgórzem. Na Place trzeba wstąpić do małych sklepów i galerii po kilka drobiazgów i pamiątek. Wiele z nich oferuje tę samą chińską tandetę, którą znajdziemy pod każdą szerokością geograficzną, ale większość z nich to prawdziwe perełki, piękne przedmioty codziennego użytku, biżuteria czy wszechobecne w Grecji biało-niebieskie „mati”, oko proroka chroniące przed złymi mocami i złym spojrzeniem.  Po zakupach, w drodze na Monastiraki wstąpcie na małą filiżankę greckiej kawy do kawiarni „Melina”, pełnej zdjęć wspomnianej już niepokornej greckiej ikony, Meliny Mercouri. Po powrocie do domu obejrzyjcie kultowy film „Nigdy w niedzielę” z charyzmatyczną Greczynką w roli głównej.


Kawiarnia "Melina" w Place (fot. Karolina Markiewicz).
 

Relaks w greckim stylu – tu każdy jest dzieckiem

W Grecji nikt nie ma z niczym problemu, każdy szybko czuje się swobodnie i zapomina o codziennych konwenansach. Grecy gościnność mają we krwi, a swobodny i przyjacielski sposób bycia szybko przełamuje lody. Oczywiście, można to zinterpretować jako biznesową zagrywkę pod turystów, ale jeśli się tu żyje albo często bywa, widać, że „ten typ tak ma”. W Grecji łatwo też czuć się wiecznie młodym, bo niezależnie od wieku wszyscy zwracają się do siebie „pedi mou” , czyli „dziecko”. Nikogo nie dziwi widok seniorów przy sąsiednich stolikach w godzinach mocno wieczornych. Chcą celebrować drobne przyjemności tak samo jak młodzi, a sobotnie wieczory wolą spędzić w tawernie z grecką muzyką niż przed telewizorem. Sprzyja temu klimat i śródziemnomorska kultura, w której więzi społeczne i rodzinne odgrywają ogromną rolę.


Souvlaki (po lewej) i szklanka ouzo - greckiej wódki (po prawej). Fot. Karolina Markiewicz.

City break w jednym z europejskich miast? A co byś powiedział/powiedziała na Porto? Czytaj więcej»
 

Monastiraki – klasztor, który tętni życiem towarzyskim

 
Monastiraki to centralny plac przy wyjściu ze stacji metra o tej samej nazwie, z pięknym widokiem na Akropol. Monastiraki oznacza „mały klasztor”, ale klasztorny spokój i cisza to ostatnie określenia, które przychodzą na myśl o tym popularnym miejscu. Tętni ono życiem o każdej porze, z tawern dobiega grecka muzyka i głośne rozmowy, dzieci biegają, turyści fotografują, uliczni artyści grają, jeszcze inni tańczą. To wielki grecki bazar, na którym znajdziecie wszystko, co już w IV wieku p.n.e. zostało skrupulatnie opisane w jednej z greckich komedii Euboulosa – od kiści winogron, przez zegary wodne, po akty oskarżenia. Tych ostatnich raczej już tu nie znajdziemy, ale owoce, pamiątki, oliwa,  modne zegarki czy tradycyjne greckie sandały powinny usatysfakcjonować najbardziej wybredne gusta.  


Monastiraki (po lewej) i pamiątki, które można kupić na tym placu (po prawej). Fot. Karolina Markiewicz.

Plac zachował oryginalny kształt i w zależności od obranego kierunku można znaleźć się na kolejnych etapach zakupowego szaleństwa. Aby przed nim uciec wystarczy udać do jednego z barów na dachu i ze spokojem cieszyć widokiem Akropolu albo skręcić w gwarną uliczkę między Monastiraki a Thisseo i usiąść w jednej z tawern, słuchając greckiej muzyki na żywo.

Restauracja z najpiękniejszym widokiem na Akropol to…

 
Bary i restauracje na dachu są idealnym wyborem na ciepły wieczór. Najpopularniejsze z nich to ulokowane przy samym Monastiraki A for Athens, 360 Cocktail Bar czy MS Roof Garden, ale warto przejść kilka kroków ulicą Ermou i znaleźć City Zen, z którego roztacza się najpiękniejszy, niczym niezakłócony widok na Akropol, imponujący zwłaszcza nocą.

Ateny pełne są knajpek i kawiarni, w których z przyjemnością odpoczywa się w trakcie spacerów po mieście. Okolice Monastiraki, Thisseo, Koukaki, Psiri to prawdziwe zagłębia barów i knajpek w centrum Aten. Pobyt w Atenach bez zajrzenia choćby do jednej z nich kwalifikuje się do powtórzenia i nadrobienia zaległości :)


Widok na Akropol z dachu jednej restauracji.
 

Syntagma – uroczysta zmiana warty w tradycyjnych strojach

 
Syntagma to kultowy ateński Plac Konstytucji. Nazwę zawdzięcza rewolucyjnym nastrojom w 1843 roku, które zmusiły króla do ogłoszenia ludowi nowej konstytucji, a ta w języku greckim to właśnie „syntagma”.
 
Syntagma to siedziba parlamentu, przystanek autobusu X95 na lotnisko, stacja metra, miejsce protestów, marszów, plac dający początek reprezentacyjnym ulicom Aten, ale przede wszystkim Grób Nieznanego Żołnierza, przed którym wartę honorową pełnią przez całą dobę gwardziści zwani Ewzoni. Ich charakterystyczne stroje są uroczystą wersją tradycyjnego stroju góralskiego. Starannie wykonane spódniczki mają 400 zaprasowanych fałd – każda z nich symbolizuje rok tureckiego panowania nad Grecją. Uroczysta zmiana warty odbywa się co godzinę i jest niezwykłym widowiskiem. Po jej obejrzeniu warto przejść na tyły parlamentu i odetchnąć od zgiełku w Ogrodach Narodowych.  Ten założony w XIX wieku park był spełnieniem romantycznych marzeń królowej Amalii, a grecka marynarka sprowadzała tu egzotyczne rośliny z całego świata, które można podziwiać do dziś.


Zmiana warty na ateńskim Placu Konstytucji (fot. Karolina Markiewicz).

Omonia – uważaj na tę lokalizację

 
Trzecim po Syntagmie i Monastiraki znanym placem jest Omonia, którą jako jedyną w tym zestawieniu należy omijać, zwłaszcza w godzinach wieczornych. Ta lokalizacja wydaje się być doskonałą bazą hotelową, jednak okolica  cieszy się złą sławą. Kuszące ceny nie są warte przygód, które mogą się tam przytrafić. Ateny są bezpiecznym miastem, ale należy pamiętać, że Omonia należy do miejsc, w których należy zachować podwójną ostrożność.
 

Ateńska Riwiera


Centrum miasta dzieli od ateńskiego wybrzeża zaledwie kilkanaście przystanków tramwajem. Marina Flisvos, Alimos, Edem, Kalamaki to nazwy przystanków do zapamiętania dla spragnionych morza, pięknych jachtów i plażowania.

Poniżej przedstawiam propozycje plaż w zależności od rosnących wymagań:
 
  • Co bardziej niecierpliwi plażowicze powinni wysiąść już na przystanku Edem i wygodnie rozłożyć się na publicznej plaży.
 

Plaża Edem w Atenach (fot. Karolina Markiewicz).

  • Bardziej wymagającym radzę wysiąść na Kalamaki, gdzie znajduje się najpopularniejszy w Atenach kompleks plażowy z beach barami, restauracjami i rozrywkami dla wszystkich – małych, dużych, leniwych i aktywnych, a wieczorami kwitnie życie nocne z koncertami greckich gwiazd włącznie.

Plaża Kalamaki w Atenach (fot. Karolina Markiewicz).

  • Poszukujący luksusu i spokoju powinni natomiast uzbroić się w cierpliwość i wysiąść kilka przystanków dalej, w popularnej Glyfadzie –  bogatej i prestiżowej części wielkiej ateńskiej aglomeracji.
 
Grecy, przyzwyczajeni do wysp i pięknych plaż, często bez entuzjazmu podchodzą do miejskiego plażowania. Nic dziwnego, jeśli ktoś wychował się kilkanaście metrów od niemal pustej plaży. Zmieniają jednak zdanie wprost proporcjonalnie do rosnących słupków na termometrze, wskazującym latem średnio 35 stopni. W cieniu.

Lubisz wypoczywać na plaży? Sprawdź rekomendacje Artura Mazurka, który niedawno odwiedził Sri Lankę»​​
 

Egina – przygoda o smaku pistacji

 
Dla szczęśliwych posiadaczy nadmiaru wolnego czasu ucieczką od miejskiego zgiełku będą okoliczne wyspy. Na najbliższą z nich, Eginę, dotrzemy w godzinę promem z Pireusu. Wchodząc na pokład można się poczuć jak bohater filmu „Grek Zorba” i niecierpliwie czekać na zbliżającą się przygodę o zapachu…pistacji.


W drodze na Eginę (fot. Karolina Markiewicz).

Egina jest zwana pistacjową wyspą. Te drzewka znajdziesz tu w każdym przydomowym ogródku, a część wyspy zajmują rozległe pistacjowe gaje. Z nasion tej rośliny robi się słodycze, pastę, masło i pyszny likier. Wino zostało uznane za napój bogów, ale śmiem twierdzić, że gdyby któryś z nich dotarł na Eginę, byłby nim właśnie wytwarzany tu likier.


Produkty z pistacji sprzedawane na Eginie (po lewej) i tzatziki w jednej z tutejszych restauracji (po prawej). Fot. Karolina Markiewicz.

Pistacje to tylko przedsmak kulinarnej uczty. Tutejsze tawerny oferują świeże ryby, owoce morza, pachnące słońcem bakłażany i aromatyczne warzywa z ziołami polane lokalną oliwą. Do tego szklanka ouzo i kawałki soczystego arbuza na deser - chwilo trwaj!

Amatorzy zabytków mogą spalić kalorie podczas spaceru po miasteczku i zwiedzając lokalną świątynię wzniesioną w V wieku p.n.e. Zdecydowana większość wybiera jednak piękne plaże i ciepłe morze, rozkoszując się smakiem frappe i świętym spokojem, zanim odpłyną ostatnie promy do Pireusu.


Typowy grecki dom na Eginie (po lewej) i widok z restauracji przy plaży (po prawej). Fot. Karolina Markiewicz.

Sprawdź jakie przysmaki lokalnej kuchni czekają na ciebie w Ameryce Łacińskiej»​​

Pireus – miasto na miarę Oscara

 
Pireus to portowe miasto wchodzące w skład wielkiej ateńskiej aglomeracji, a także... bohater piosenki, która w 1961 zdobyła Oscara. Piosenka z filmu „Nigdy w niedzielę” w oryginale nosi tytuł „Ta Pedia tou Pirea”, czyli dzieci Pireusu. „Bez względu na to, ile bym szukała, nigdy nie znajdę innego takiego portu”, śpiewała z nostalgią wspomniana wcześniej Melina Mercouri.


Marina w Pireusie (fot. Karolina Markiewicz).

Mieszkańcy Pireusu z dumą podkreślają swoją odrębność, choć na mapie to miasto wygląda jak część Aten. To jeden z największych portów pasażerskich w Europie, często traktowany jako punkt przesiadkowy w drodze na greckie wyspy. Warto zrobić tam jednak przystanek na dłuższy spacer zaczynając od Mariny Zeas, kierując się wzdłuż wybrzeża w stronę wypełnionej tawernami Mikrolimano do Kastelli, zabudowanej pięknymi neoklasycystycznymi willami. 

Siga, siga – złota grecka zasada

 
Ten subiektywny przewodnik po Atenach zawiera braki. Brakuje ekskluzywnej dzielnicy Kolonaki, wzgórza Likavitos z pięknym zachodem słońca, klubów w Gazi, Narodowego Muzeum Archeologicznego, anarchistycznej dzielnicy Exarchia, szklanej rzeźby Dromeasa czy lubianej przez ateńczyków Fundacji Stavros Niarchos. Aby to wszystko zobaczyć, nie wystarczą dwa czy trzy dni. Nie warto nastawiać się na maraton, podczas którego przebiegniemy wszystkie muzea, ale nie zwrócimy uwagi na codzienny urok tego miasta. Siga, siga – złota zasada życia w Grecji oznacza powoli, w swoim tempie, po swojemu. Nie ułatwia ona życia w zderzeniu z biurokracją, ale na pewno jest przydatna podczas pobytu w Atenach. Kolekcja dobrych wspomnień „made in Greece” będzie cenniejsza niż kilkadziesiąt selfie wśród kolejnych ruin, których nazw nie pamiętamy po tygodniu. Po powrocie z Grecji modne poradniki o życiu w stylu „hygge” zamienicie na filozofię „ siga-siga”, pomagającą przetrwać czas oczekiwania na kolejną podróż do kraju słońca i wszechobecnego błękitu.


Grecka filozofia na ścianie jednego z budynków w ateńskiej Place.

Karolina Markiewicz - w
 rubryce "hobby" od lat wpisuje Grecję, a grecką pasją zaraża otoczenie od kilkunastu lat. Do szczęścia potrzebuje książki, plaży i morza, więc zamiast rzucić wszystko i jechać w Bieszczady, rzuciła telewizyjne życie i poleciała do ukochanej Grecji :)

Spodobał Ci się ten artykuł? A może masz jakieś uwagi? Daj nam znać - napisz do naszego PR & Content Marketing Managera: anna.korzec@rkantor.com

Lubisz podróżować? Może zainteresują cię te artykuły:



Tematy:

Waluty

Kantor 8:00 - 22:00 (Pon - Pt)
Giełda walutowa 24/7
uwaga Kantor online nie pracuje? Wymień walutę na giełdzie >>